Koniec aplikacji Mój Pociąg? PKP nasłało policję na jej twórcę

fot. facebook.com/MojPociag

fot. facebook.com/MojPociag

Korzystający z aplikacji Mój Pociąg najprawdopodobniej muszą pożegnać się z nią na zawsze. Kilka dni temu została po raz kolejny zablokowana, a na autora nasłano policję.

O aplikacji

Aplikacja Mój Pociąg, jak możemy przeczytać na oficjalnej stronie, została stworzona z myślą o pasażerach. Jej twórcy to pasjonaci kolei, dlatego postanowili stworzyć coś użytecznego, co ułatwi podróżującym życie. Umożliwia ona m.in. sprawdzenie statusu przejazdu w czasie rzeczywistym, pozyskanie informacji o utrudnieniach oraz zajętości miejsc w pociągach Intercity. Program posiada przyjazny użytkownikowi interfejs i co ciekawe, jest również przystosowany dla osób niewidomych i niedowidzących.

fot. mojpociag.pl

fot. mojpociag.pl

Blokada – dlaczego?

Z racji tego, że jest to nieoficjalna aplikacja, która wykorzystuje informacje o przejazdach, PKP postanowiło podjąć odpowiednie działania. Jak czytamy na android.com, przedstawiciele Spółki wielokrotnie zaznaczali, że o ile informacje o rozkładzie jazdy są publiczne, o tyle korzystanie z Profilu Pasażera i informacji o opóźnieniach oraz utrudnieniach jest niezgodne z regulaminem i wymaga zgody przewoźnika. Jak wynika ze stanowiska PKP PLK S.A., powoduje to także dodatkowe koszty dla firmy i naraża podróżujących na utrudnienia. Z tego też powodu wielokrotnie blokowano aplikację, lecz po czasie możliwe było ponowie skorzystanie z niej. Aktualnie wygląda na to, że jej autor pod wpływem kolejnej blokady, która nastąpiła 25 października, oraz nasłania na niego policji zrezygnował z walki z przewoźnikiem i Mój Pociąg nie będzie już dostępny.

Użytkownicy Mojego Pociągu w tym dniu otrzymali także powiadomienie w aplikacji, o treści:

Wygląda na to, że PKP PLK uśmierciła tę darmową aplikację. Co więcej, na autora nasłała policję. Wszystko dla „dobra pasażera”… Stałym użytkownikom dziękuję za korzystanie z aplikacji i dotychczasowego wsparcie duchowe.

Twórca aplikacji, Adrian Łubik twierdzi, że działa ona jak przeglądarka internetowa, a dane są pobierane na polecenie użytkowników. Dla przewoźnika oznacza to jednak łamanie zabezpieczeń, stąd jej blokady oraz zaangażowanie w to policji. Jakiś czas temu podjęto próbę nawiązania współpracy. Pierwotnie nie doszło jednak do porozumienia. Po spotkaniu pojawiła się propozycja jednorazowej zapłaty 26 tysięcy złotych oraz uiszczania kwoty 1800 złotych miesięcznie, lecz wygląda na to, że autor nie przystał na tę propozycję.

Co na to użytkownicy?

Korzystający z aplikacji nie są zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Jak możemy przeczytać pod wpisem informującym o problemach z aplikacją na fanpage’u Mój Pociąg, wielokrotnie była ona pomocna podróżnym. Użytkownicy deklarują, że aplikacja jest fantastyczna, nigdy ich nie zawiodła, a prezentowany w niej rozkład w czasie rzeczywistym sprawiał, że przesiadki były im niestraszne. Wykazują oni oburzenie wobec postawy PKP, które powinno w ich opinii działać dla dobra pasażera, a stworzona przez Adriana Łubika aplikacja była dla nich rzetelnym źródłem informacji.

Pojawiają się także propozycje pomocy ze strony internautów w walce z przewoźnikiem, napisania petycji lub skierowania sprawy do „Uwagi”, jednak niewiadomym jest, czy autor aplikacji zechce podjąć kolejne kroki, ponieważ w jednym z ostatnich komentarzy napisał on, że „droga urzędowa wyczerpana, a ponad pół roku ‚bicia się’ z betonem, poświęcając przy tym prywatny czas i pieniądze, to zdecydowanie więcej, niż wystarczy…”.

Na fanpage’u jeden z użytkowników zamieścił także grafikę podsumowującą tą sytuację:

fot. facebook.com/MojPociag

fot. facebook.com/MojPociag

Nie wiemy, jak sprawa potoczy się dalej, jednak tstotny aspekt tej walki podkreśla portal android.com, pisząc, że w innych krajach, jak na przykład Niemcy, krajowi przewoźnicy udostępniają infterfejs deweloperom zupełnie za darmo, przyzwalając tym samym na ich wykorzystywanie. PKP zablokowało aplikację, która była dla podróżnych atrakcyjniejsza od oficjalnej propozycji Spółki, na czym może ucierpieć jej wizerunek. W obecnej sytuacji pozostaje więc wierzyć, że przewoźnik przyjrzy się tej sprawie raz jeszcze i podejmie działania sprzyjające podróżnym.

Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.