10 urodziny telefonicznych szkodników

fot. © babimu - Fotolia.com

fot. © babimu - Fotolia.com

fot. © babimu - Fotolia.com

fot. © babimu – Fotolia.com

Pierwsze  na świecie szkodliwe oprogramowanie na telefony komórkowe – Cabir – rozprzestrzeniało się poprzez technologię Bluetooth. Z roku na rok wirusów o globalnym zasięgu było coraz więcej. Przyjrzyjmy się ich ewolucji z bliska. Czemu w przyszłości, oprócz urządzeń mobilnych, zagrażają?

Posiadaczem urządzeń mobilnych jest obecnie niemal każdy. O tym, że należy chronić swoje smartfony czy tablety powinni wiedzieć wszyscy. Tym bardziej, że zagrożenie ze strony szkodliwego oprogramowania jest coraz bardziej realne. Świadczą o tym przede wszystkim liczby: w 2013 r. firma Fortinet wykrywała ponad 1300 nowych, szkodliwych aplikacji; obecnie znamy ponad 400 000 robaków atakujących tylko system Android. Urządzenia wyposażone w funkcję geolokalizującą, mikrofony czy kamery tylko upraszczają śledzenie użytkowników  – czytamy na portalu polska szerokopasmowa.pl. Co więcej, tendencja jest wzrostowa, a szkodliwe aplikacje są coraz bardziej udoskonalane.

Od napisów po okup, czyli jak rozwijały się szkodliwe aplikacje w ciągu ostatnich 10 lat

Wszystko zaczęło się w 2004 r. od Cabira – robaka na telefony komórkowe, który rozprzestrzeniał się poprzez Bluetooth. Na wyświetlaczu zainfekowanego urządzenia wyświetlał się komunikat „Caribe”. Według ekspertów malware zaprojektowali hakerzy „29A”, którzy chcieli przetestować działanie ataku na telefon komórkowy. Rok później pojawił się CommWarrior zarażający poprzez MMS-y. Jego działanie było już bardziej szkodliwe: rozsyłał on bowiem wszystkim kontaktom zapisanym w danej książce telefonicznej wiadomości MMS. Koszty z tym związane musiał ponosić właściciel telefonu. Następni CommWarrior zastąpił koń trojański, RedBrowser, wysyłający funkcjonujący podobnie jak swój poprzednik. SMS-y RedBrowsera miały wysokie ceny: jeden kosztował średnio 5 dolarów. Rok 2009 przyniósł ze sobą pierwszy malware „Yxes” wysyłający nie tylko wiadomości tekstowe, ale także łączący się z Internetem bez wiedzy właściciela telefonu. Oprogramowanie zapoczątkowało „modę” na nowe wirusy, tzw. botnety.

Boom na działalność hakerską skierowaną w stronę urządzeń mobilnych nastąpił w 2010 r., wówczas zaczęła ona mieć charakter działalności globalnej. W tym samym roku pojawił się także Geinimi na Androida samodzielnie instalujący i odinstalowujący aplikacje, a więc sterujący urządzeniem. Największe ataki na ten system operacyjny miały jednak miejsce w 2011 r., kiedy to stworzono DroidKungFu (wirus ten nadal uważany jest za jedenego z najbardziej szkodliwych) całkowicie przejmujący kontrolę nad smartfonem. Co więcej, obecnie pojawiają się wirusy żądające od użytkownika zapłacenia okupu w zamian za odzyskanie informacji z telefonów (taką strategię przyjął FakeDefend, który pojawił się w 2013 r.) – dodaje polskaszerokopasmowa.pl

Dokąd zmierzają hakerzy?

Przewidywanie tego, w którą stronę pójdą szkodliwe aplikacje w najbliższych latach jest niezwykle trudne ze względu na bardzo szybki rozwój nie tylko samych wirusów, ale także technologii. Eksperci przewidują, że zarażanie nie zatrzyma się na urządzeniach mobilnych i komputerach PC. W przyszłości zagrożony będzie najprawdopodobniej także Internet Rzeczy – nie wiadomo tylko, kiedy i na jaką skalę rozwinie się ten proceder. Jak na razie możemy tylko starać się, by nie zostać ofiarą hakerów. Jak to zrobić? Przeczytacie tutaj.

Bądź na bieżąco!
Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.